sobota, 5 kwietnia 2014

Magdalena Ałaszewska „Autonomia fragmentu” tekst Joanna Draszawka


Magdalena Ałaszewska
„Autonomia fragmentu”
fotografia cyfrowa, 15x21 cm
         Wszystkie te zabiegi mogą zwiększać autonomię dokumentacji, prowadzić do zamiany dokumentacji w samodzielne dzieło ()”  Grzegorz Dziamski[1]
         Wychodząc z powyższej inspiracji, Magdalena Ałaszewska tworzy pracę pt.:Autonomia fragmentu, której motywem przewodnim jest interpretacja dokumentacji dzieł sztuki. Jednocześnie podejmuje ona próbę stworzenia odrębnej pracy  artystycznej na podstawie dokumentacji wybranej wystawy.
         Magdalena Ałaszewska fotografuje detale prezentowanych prac Rafała Bujnowskiego i Oskara Dawickiego na wystawie pt.:Pies pijaka, której wernisaż odbył się 23.01.2014 w GGM2. Poszczególne fragmenty poddaje autorka subiektywnej redefinicji tworząc nowe konteksty znaczeń. Z pomocą przychodzą narzędzia cyfrowej obróbki zdjęć, które pozwalają uzyskać oczekiwany efekt. Linia biegnąca między dziełem sztuki a jego dokumentacją jest bardzo cienka. Odpowiednia edycja zdjęć oraz nowy układ kompozycyjny sprawia, że oglądający może spostrzegać wykonaną pracę jako odrębne dzieło, zupełnie nie kojarząc go z wystawą.
 Magdalena Ałaszewska zafascynowana granicą pomiędzy wystawą
 a subiektywną percepcją obserwatora, podejmuje się eksperymentalnego działania, by wychwycić kluczowy moment kiedy to dokumentacja danych dzieł w pewnym momencie zaczyna funkcjonować niezależnie. Zatem czym dla autorki jest dokumentacja, czy jedynie rejestracją sztuki, utrwalaniem efemerycznych działań, czy może odrębnym dziełem, które zaczyna funkcjonować samodzielnie?

         Kluczem do przekroczenia granicy: rejestracja - sztuka, dla Magdaleny Ałaszewskiej jest fragment. Dzięki umiejętności  dokonywania syntezy oraz poprzez wydobywanie interesujących częścii odpowiednie działania stylistyczne, praca jest zapisem śladu obecności artysty dokumentującego nieswoje prace, tym samym zaczyna funkcjonować w obiegu jako samoistne nowe 'dzieło'.
         Autonomia fragmentu to fotograficzna praca składająca się z kilku zdjęć, wyodrębnionych wycinków prac Bujnowskiego i Dawickiego, takie jak: linie, plamy, zacieki farby, worek z monetami.
                                               Joanna Draszawka, Kierunek: Krytyka artystyczna


[1]    Dziamski G.: Przełom konceptualny, Poznań 2010.

czwartek, 3 kwietnia 2014

 
Agnieszka Rzońca
       "Sen"
olejna na płótnie, 
180 x 200 cm

    Sen - letarg, stan spoczynku ciała, wędrówki dusz, jedyna szansa by oderwać ciężkość bytu od lepkiej codzienności. Sztuka 'przespała' już wiele dzieł w historii malarstwa. Jednym
z poruszających dzieł ‘sennych’ jest pełen symboli i ukrytych, osobistych przesłań obraz Rossettiego - Beata Beatrix. Malarz 'obwarował/obdarował' swą ukochaną (Elizabeth Siddal) motywami snu, (ła)godnego przejścia na drugi brzeg.

    U Agnieszki Rzońcy również pojawia się motyw snu splecionego z ukochaną osobą, jednak artystka prowadzi nas do tego świata własną drogą, pełną napięć.
W opozycji do Rossettiego - "Sen" nie potrzebuje ani posłańca, zaklinaczy, ani tarcz zegarowych, wiszących dusznym 'memento mori' nad widzem. Nie próbuje też w akcie desperacji uchwycić lub przywrócić nikogo do życia „na kanwach” snu. Stanowi idealnie skomponowany utwór na dwójkę aktorów, w którym to widz podgląda przez kurtynę niejako utkaną z ciemnych - mrocznych pnączy, roślinności i bluszczu zastygłą we śnie parę kochanków.

    Postaci, spowite blaskiem - spoza pola obrazu - prezentują nagość w sposób nieagresywny, dostojny, uświęcony. W przedstawieniu nie ma ani jednej zbędnej nuty, fałszywego akordu czy rekwizytu. Wszystko jest tak, jakby tkwiło tu od zawsze. Tracimy poczucie czasu. Czy kochankowie zapadli w sen przed chwilą? Może nagle któreś ocknie się, a my - widzowie - spłoszeni zostaniemy przyłapani na podglądaniu.

    Autorka pozwala nam na uczestnictwo w najbardziej intymnym rytuale dwojga ludzi - wspólnym śnie, pozostawiając nas bez słów, zamyślonych, zawstydzonych. Biorąc pod uwagę dorobek artystyczny Agnieszki Rzońcy - można bez trudu stwierdzić, że oto obserwujemy ją samą w objęciach DWÓJKI ukochanych - mężczyzny i ... Snu.

    Atmosfera obrazu - chłodna temperaturowo, pozwala nam zwrócić uwagę na ciekawy zabieg zastosowany przez artystkę. Postać kobiety jest wyraźnie cieplejsza w tonach, spoczywająca na granicy dwóch światów ("jeszcze ciepła"), podczas gdy mężczyzna integruje się z tłem - delikatnych błękitów i gamy chłodnych niebieskości tak, że ulatuje, umyka w sen (tylko komu - widzowi? kobiecie?). Obie postaci spoczywają w jednolitej, chociaż dość nieokreślonej płaszczyznowo przestrzeni. Lewitują, a zarazem stanowczo zaznaczają swoją obecność - poza nami lub nawet wbrew nam. Mamy tu do czynienia z aktem z pogranicza sacrum i profanum. Widzimy namacalne życie - bujną roślinność, gąszcz bądź chwasty, przeciwstawione czystości, świętości - bytowania dwójki ludzi i ich snu.

    "Chciałabym aby odbiorca w obecności moich obrazów odczuwał atmosferę intymności i tajemnicy, ale przede wszystkim odpoczywał, chłonąc refleksyjny spokój i harmonię. Tego chyba w dzisiejszym trudnym świecie wszyscy potrzebujemy."*


* cyt: https://www.facebook.com/pages/Agnieszka-Rzo%C5%84ca/564773996888721

                                                            Zuzanna Dolega
                                                     


wtorek, 1 kwietnia 2014

ReTurn/Powrót Joanna Draszawka tekst Magdalena Ałaszewska

„ReTurn/Powrót”
Joanna Draszawka


Jedną z cech działań twórczych Joanny Draszawki jest otwartość. Artystka chętnie korzysta z możliwości nowych mediów. W swoich pracach posługuje się głównie obrazem wideo, fotografią i dźwiękiem. Inspirację czerpie również z performancu. Bodźcem do kreacji są dla niej własne refleksje i analizy uczuć, które wzbudza otaczająca autorkę rzeczywistość. Twórczość Joanny bierze się z potrzeby wypowiedzi.
Praca „ReTurn/Powrót” ma źródło w relacji człowieka do miejsca. Obrazy miejsc są przez nas kreowane, odtwarzane, przetwarzane, poszukiwane, porzucane, przemieniane i wreszcie na nowo odnajdywane, by do nich powrócić. „ReTurn/Powrót” odnosi się do obrazu miejsca utraconego. Motywem jest uczucie tęsknoty, potraktowane przez autorkę bardzo osobiście. Figurą miejsca utraconego stała się natura, a fizyczna bliskość z nią, gestem swoistego powrotu i zarazem próbą odnalezienia swojego miejsca w świecie.
Powrót jest również metaforycznym przeniesieniem relacji Matka-Córka, w której ta pierwsza jest symbolem miłości bezwarunkowej. Matka Natura może też być miejscem spokoju i odpoczynku. Schronieniem przed chaosem urbanizacji, technologii, szaleństwem ustawicznego przymusu rozwoju. „Powrót”, to powrót do miłości matczynej, do prostoty
i spokoju natury, do obrazów wspomnień z czasu dzieciństwa.
Dzięki formie pracy, jaką jest performance dokamerowy, udało się Joannie uchwycić ulotny moment rozmyślań i tego, co dzieje się wówczas, dosłownie, wokół niej. Fizyczna obecność i cielesność artystki w „ReTurn/Powrót” (bezpośredni kontakt nagiego ciała z podłożem, odgłosy natury) nadają działaniu szczególnie performatywny charakter.
Świadomie zastosowany zabieg korekcji barw umożliwił uzyskanie obrazu
z pogranicza malarstwa, fotografii i video. Przez cały czas trwania „ReTurn/ Powrót” na obrazie widnieją napisy, współgrające z brakiem akcji oraz umożliwiające odbiorcy natychmiastowe uzyskanie informacji dotyczących tytułu, tematu i autora pracy.

                                                                                               Magdalena Ałaszewska


                                                                                                         

poniedziałek, 10 marca 2014

grubas

artysta: Martyna Paprocka/ Wymiary: 70cm x 70cm, materiał – żywica polimerowa, tytuł: „Grubas”,

Tekst Agnieszka Jagiełło ( Wydz. Rzeźby)


Inspiracją do powstania pracy było prywatne zdjęcie autorki z czasów licealnych, na którym wraz                 z przyjaciółką ubiera jedna ogromna koszulkę, starając się wypełnić  ja dwoma szczupłymi ciałami. Autorka tworząc „Grubasa” występuje jakoby przeciwko antycznym i obecnie przyjętym kanonom piękna. Trudno w „Grubasie” dopatrzeć się książkowej anatomii, przypomina on raczej bliżej nieokreśloną masę leżącą niby-bezwładnie na podłodze. Po bliższym przyjrzeniu się rzeźbie obserwator zauważa finezję kształtów, odczuwa zabawę bryłą, lekkość i humor z jaką zostały zrobione. Dalsza obserwacja wyłania z masy detale, które nasuwają odbiorcy odpowiedź, czym jest owo przedstawienie. Martyna wykonuje swą pracę w bardzo „współczesnym” materiale – żywicy polimerowej, która jest odzwierciedleniem naszych sztucznych, plastikowych czasów. Dzięki temu statyczny, zbity, leżący „Grubas” jest jakby symbolem, prześmiewczą „Wenus” naszej rzeczywistości. Żywica błyszczy, lekko prześwituje, co kojarzy się w konsystencją galarety, nadającej rzeźbie cechy ekspresyjne. Dodatkowo rzeźbę ożywia plątanina kolorowych włóczek przyklejona od spodu – kolejny bardzo trafiony pomysł autorki. Tworzą one „druga warstwę” rzeźby, strukturę przypominającą tętniące życiem naczynia krwionośne, nabrzmiałe ciepłą krwią żyły lekko prześwitujące przez żywiczną skórę. Nadaje to pracy kobiecą delikatność, a jak mawia sama rzeźbiarka, „Grubas” pomimo całej swej ohydy jest mimo wszystko przepyszny.



fot. Leszek Krutulski

środa, 5 marca 2014

teksty a.w

Michał Sęczawa
bez tytułu
wymiar: 160x40
technika: wióry drzewne (spod piły)
tekst: a.w. (MINoS)

Recycling sztuki
czyli o powtórnym stwarzaniu spokoju
            Można zadać retoryczne pytanie, jak to jest wykonać pracę wtapiającą się
w każde otoczenie? Jak stworzyć zauważalną delikatność znaku? Jak wykorzystać, to co do użytku już się nie nadaje? Jak dokonać „nienachalności” działania/stwarzania?
            Tak, mogę się przyznać, że Ona w Pracowni był obecna, ale nie na środku, lecz przy ścianie, zatem na początku niewidoczna, albo może lepiej powiedzieć „nie rzucająca się
w oczy”. A jednak jest w materii Jej coś, co się zapamiętuje…zostaje chropowatość, nienarzucająca się obecność, zawstydzenie (moje, czy jej?). Przecież nie patrzymy sobie
w oczy…
            W czasie/dobie kultury zaskakującej/nowatorskiej/frontem/oczekiwanim do „kilenta”-odbiorcy skierowanej, delikatność nie jest w cenie. Działania sprzyjające „zatrzymaniu”, nie wydają się być nadto „pociągające”. Chociaż może jest nadzieja, która pojawiła się ostatnio wraz ze znanym nazwiskiem Abramović i jej performancem odbytym przy okazji wystawy
w MoMA. Michałowi udało się „zatrzymać” w rzeźbie, nieprzekładalną na prosty język słów siłę pokory…dzieje się tak, że te lekko pochylone plecy i Jej opuszczona głowa uspakajają szukający nowych wrażeń wzrok, wyhamowują umysł. Jak z Abramović mogłabym z Nią usiąść i poczekać. Na co? Proszę uwierzyć, to zupełnie nie istotne. Ważna jest, ta chwila zatrzymania czasu, zharmonizowania/wyrównania rytmu serca, wyciszenia i to, że dzięki Innemu mogę skoncentrowanie się na sobie/i do siebie powrócić. Medytacja poprzez sztukę. Zastanawiam się, gdzie poszukać jeszcze takiego wrażenia „niespieszności”, zaproponuję porównanie do filmów Wima Wendersa, szczególnie tego o „niepochopnym” uczuciu
w rozżarzonej słońcem stolicy, z nostalgicznym, schowanym w tle „(…) Bernardem Soaresem, pomocnikiem księgowym w Lizbonie”. A może inny obraz o przejrzystym uczuciu w barwach czarno-białych nad Berlinem. Literacko ktoś inny zupełnie mi się ukazuje…
Josif Brodski i jego „W półtora pokoju”, gdzie egzystencja ludzi toczy się ściśnięta,
z jednoczesną próbą pozostania „niewidocznym”, po to, by zostawić temu drugiemu
i trzeciemu, chociaż namiastkę intymności/osobności. Powracając do realizacji Michała; pozostawiam bez odpowiedzi pytanie, czy to równowaga twórcy „przeniesiona” została
w pracę, czy może modelka miała w sobie ten rodzaj emanacyjnego spokoju, przenikającego materię…?

            Dodatkowym atutem jest materiał, z którego Ona powstała. Myśl o powtórnym stwarzaniu jest, przyznaję, bardzo pociągająca. Wykorzystywanie, tego, co uznawane jest za nieprzydatne, niepotrzebne, bądź zbędne. Szacunek dla wykorzystywanego materiału. Odwaga zauważanie niuansów istnienia w świecie. Subtelność działania, na którą niewielu już sobie pozwala.





Kamila Gruba
tytuł: „Odbicie”
wymiary: 30x25cm
technika: gips i pleksi
tekst: a.w. (MINoS)
Technika uważności
o spostrzeganiu
Czasem prosto nie oznacza źle. Czasem prostota skojarzeń rozbudza następne skojarzenia. Dla mnie oznacza przyjemność – to pojawianie się odniesień. Prawa ręka, lewa ręka- lewa/ prawa, prawa/ lewa. Białe i czarne, przy sobie, odgrodzone. Awers i rewers. Dzień i noc. Obie zdolne do wspólnej pracy i działań… Wyczekujące na moment przesilenia. Jakbyśmy byli tym samym obiektem, a jednak innym, co nieco nierozpoznanym dla siebie samych. Zaskakującym, bo dążącym do poznania i tożsamości, ale przegroda …niepokojąca/niepokojące to. A może, to wcale nie te same dłonie? Nie te same, oznacza różne…żeby nie powiedzieć Inne. Tak odmiennie bliskie, jak noc i dzień, ale bez nadziei na spotkanie…
i ciągle od nowa z nadzieją, że kiedyś się uda. Wydaje mi się, że to „ekstremalnie idealna” sytuacja zobaczyć czyjąś pracę, która porusza, nawet gdyby nasze wrażenia „ocierały się” o banał. Odrobina uniesienia i zapomnienia urozmaica codzienność. Czyż nie…?






wszystkie fotografie Leszek Krutulski