sobota, 19 marca 2016


kwa


Katarzyna Blajchert
Wydział Rzeźby i Intermediów
bez tytułu
wideo dokumentacja
00:02:14


To nie jest manifest…

W 2005 roku członkowie Supergrupy Azorro zadali pytanie krytykom polskiej sztuki, 
jak wyobrażają sobie oni polską sztukę przyszłości (w 2050 roku)? Odpowiedzi zostały „utajnione” i wmurowane w „kapsule czasu” na dziedzińcu Zamku Ujazdowskiego (działanie odbyło się w ramach cyklu „W samym centrum uwagi” zorganizowanego przez Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie).
Intryguje mnie zawartość „kapsuły czasu”, czy to z czystej ciekawości, czy z potrzeby badawczej - trudno określić. A może jest tak, że interesuje mnie wyobraźnia współczesnych krytyków, jak daleko sięga i w jakim aspekcie polskiej sztuki ulokowali swoje nadzieje „pokładane” w przyszłości.
Całkiem niedawno (2015) została opublikowana (czyli tym razem „ujawniona”) książka Romana Pawłowskiego # przyszłość, w której autor rok 2045 określił jako wyznacznik prognoz polskiej kultury (sztuki). W temacie futurologii kultury (i sztuki) z Romanem Pawłowskim rozmawiali zarówno teoretycy, artyści, aktywiści, krytycy, jak i kuratorzy. Zatem pole badawcze zostało poszerzone, a z materiałem zapoznać się można szybciej 
niż wyznacza ją data wskazana przez autora.
Od jakiegoś czasu sama zastanawiam się, dokąd prowadzi ścieżka, na którą większość z nas weszła. Droga grantów, punktów, tabel, dokumentowania każdego działania. Punkty do stypendium, punkty do tytułu naukowego, granty na projekt, priorytety grantowe, 
te i wiele innych kryteriów weryfikacji zamierzeń, pracy, pomysłów, dorobku doprowadza 
do niedorzeczności widocznych w wielu sektorach edukacji i kultury. Oczywiście nie jest 
to perspektywa każdego, są gdzieś jeszcze osoby tworzące w obszarze underground’u, 
nie zamierzające „spotykać” się z obowiązującą rzeczywistością.
W związku z ogólnym pędem do zaświadczeń i faktem, że każde działanie podejmowane może (lub też powinno) być później przeliczone albo zanotowane, udokumentowane, 
aby w odpowiednim czasie stać się użytecznym, coraz mniej pojawia się inicjatyw bazujących na bezinteresownej potrzebie konfrontacji wyobrażeń z realnością. Zanim powstanie praca artystyczna (czyli zanim otrzymamy na nią fundusze), powinniśmy wiedzieć, jak będzie wyglądała, kto ją będzie „pokazywał”, jakie cele spełni, gdy już będzie „powołana do życia”, kto i dlaczego zostanie jej odbiorcą.
Weryfikuje – urzędnik…w lepszym przypadku komisja specjalistów. Punktowane wystawy robimy sobie nawzajem, ja tobie – ty mnie, tak żeby się liczyło, na akademii „robione są” wystawy studentów, z minimalnym ich zaangażowaniem, bo udział w wystawie „się liczy”, jej założenia, „bycie” już mniej. Dokumentacja zdaje się być ważniejsza od przedsięwzięcia (jest ona przecież jednym z elementów, z których projekt jest rozliczany, czy na podstawie których urząd dokonuje oceny naszej pracy). Swoimi działaniami legitymizujemy i popieramy świat sztuki „projektowalnej”(rozumianej w tym miejscu, jako celowej, zgodnej 
z wytycznymi), edukacji tabelkowej, wpisywania się w urzędnicze struktury, a sektor NGO-sów nie jest już alternatywnym działaniem (taki sam system grantowy, start w projektach).
Można tak w nieskończoność, bo przykładów absurdu na każdym poziomie „egzystencji” projektowej jest jeszcze więcej, ale przecież je wszyscy znamy, bez względu na to, czy dotyczy to studentów, czy dydaktyków. Oczywiście można się zbuntować, nie pisać, nie wpisywać się w tabele. Tak czynią nieliczni. Jednak bardziej problem polega na braku grupy, kontrkultury, nonkonformistów, którzy „łącząc się” – bo w grupie siła rozpoczęliby wypracowywanie nowych metod, propozycji i rozwiązań.
Dlaczego aż tak długi wstęp przypisany do wideo Katarzyny Blajchert?

Dokumentacja Katki to raczej szkic czy wspomnienie niezależnej inicjatywy. 
Niezależnej od czego? Właśnie od struktur Akademii, od dydaktyków i punktów stypendialnych. Materiał  Katarzyny Blajchert o tym „nie mówi”, ale jest realizacją odnoszącą się do projektu, który został sfinalizowany w styczniu 2016 roku. Troje młodych ludzi z gdańskiej Akademii Sztuk Pięknych: Katarzyna Blajchert (V rok, Kierunek: Intermedia), Patryk Różycki (IV rok, Kierunek: Malarstwo), Paula Sołtan (II rok, Specjalności: Fotografia), „popełnili” wystawę w dawnej suszarni zwyczajnego mieszkalnego bloku 
w gdańskim Wrzeszczu. Działanie to urzekło mnie bezpretensjonalnością motywów. Miało ono – jak określili uczestnicy - charakter ćwiczenia, na każdym z poziomów, który chcielibyśmy przeanalizować. Mamy zatem: samodzielną próbę znalezienia przestrzeni zaadaptowanej do wystawy (wystawy „na chwilę”), ryzyko pracy grupowej (albo też odniesienie się do idei community arts), sprawdzenia prac budowanych w danym miejscu 
z materiałów zastanych, jednak z założeniem nieingerowania w przestrzeń (nie zmieniania jej), jak również wybranie i „ustawienie” prac już istniejących (dobór był następujący: pokazujemy to co jednorazowo zdołamy przynieść sami – bez niczyjej pomocy, ciężarówek itp.). Mogłabym powiedzieć, nad wyraz poprawne założenia ćwiczenia, nad wyraz poprawnie zrealizowane. Jednak ważniejsze dla mnie staje się podjęcie działania - jest to jaskółka, która oczywiście wiosny nie czyni, ale niesie ze sobą…powiew świeżości.

Katarzyna Blajchert,  bez tytułu, wideo dokumentacja

Katarzyna Blajchert,  bez tytułu, wideo dokumentacja

Katarzyna Blajchert,  bez tytułu, wideo dokumentacja

Katarzyna Blajchert,  bez tytułu, wideo dokumentacja

Katarzyna Blajchert,  bez tytułu, wideo dokumentacja

Katarzyna Blajchert,  bez tytułu, wideo dokumentacja

Katarzyna Blajchert,  bez tytułu, wideo dokumentacja

Katarzyna Blajchert,  bez tytułu, wideo dokumentacja

Katarzyna Blajchert,  bez tytułu, wideo dokumentacja

Katarzyna Blajchert,  bez tytułu, wideo dokumentacja

piątek, 18 marca 2016


dr Kamil Kuzko (tekst)
Wydział Malarstwa

Izabela Liżewska (praca)
Wydział Malarstwa
W każdej wanience żyją potwory
video collage
00:01:09


Izabela Liżewska jest studentką V roku w krakowskiej ASP, dyplom przygotowuje w I Pracowni Interdyscyplinarnej pod kierunkiem 
prof. Zbigniewa Bajka. Jest także wiceprzewodniczącą Samorządu Studenckiego. Informacje te powinny być uzupełnione: jest niezwykle pracowitą i zdyscyplinowaną studentką, działającą z równą intensywnością na polu organizacyjnym. Znajomość kilkuletniego dorobku młodej artystki ukazuje zarówno z rzadka spotykaną pracowitość jak i wachlarz możliwości – potencjał twórczy, wynikający także z różnorodności mediów jakimi Liżewska się posługuje. Jest również „druga strona” osobowości artystki, która wydawać się może sprzeczna z tempem obowiązków i wyzwań jakie podejmuje. Osobowości bardzo wrażliwej, w pewnym sensie introwertycznej, sentymentalnej – zatrzymującej się. 
Pęd i stan zatrzymania może być sprzecznością, ale nie musi, 
co potwierdzają pokrótce nakreślone cechy osobowości Liżewskiej. 
Od jakiegoś czasu z ciekawością śledzę zmiany jakie zachodzą w jej twórczości. Z dużej ilości, prac, propozycji, poszukiwań artystka metodą eliminacji zaczęła dokonywać konsekwentnych wyborów – ograniczając środki formalne i koncentrując się w ich obrębie. W tym procesie  znaczącą rolę – nie przez przypadek – zaczął odgrywać aparat cyfrowy. Narzędzie umożliwiające zapis obrazu i dźwięku, łączące ruch 
z zatrzymaniem. Jedną z prac powstałych na polu „oczyszczania” środków jest krótki film prezentowany w ramach wystawy Re-Akcje 4.
W każdej wanience żyją potwory jest pracą, która łączy w sobie „sprzeczności”, o których powyżej wspomniałem. Zatrzymanie się nad kadrem porzuconej wanienki, która może przywołać na myśl wspomnienia 
z dzieciństwa, do których Liżewska często się odwołuje (a tytuł filmu wydaje się to potwierdzać) jest pierwszym elementem. Drugim jest ruchomy obraz w obrazie - tytułowy potwór w wanience. Trzecim elementem formalnym dopełniającym pracę jest zapis rozmowy autorki 
z mężczyzną. Rozmowa pocięta, nie mająca swojego znaczenia (?), 
nie nadająca bezpośredniej treści pracy – paradoksalnie dopełnia dzieło. Rozjechana żaba i kosmos to przestrzenie odległe i równoległe zarazem. Umiejętność spojrzenia na rzeczywistość z perspektywy dziecka może być paradoksalna, nieskładna, odległa w życiu dorosłych. Może być także szczera, wciągająca, równoległa... Prezentowana praca jest dla mnie także zapisem pewnego etapu, bardziej rozwiązywaniem aniżeli poszukiwaniem problemów formalnych, które towarzyszą młodej artystce. 

Nie ukrywam, że czekam na kolejne odsłony tej interesującej twórczości.


Izabela Liżewska, W każdej wanience żyją potwory, video collage

 
Izabela Liżewska, W każdej wanience żyją potwory, video collage

Izabela Liżewska, W każdej wanience żyją potwory, video collage

Izabela Liżewska, W każdej wanience żyją potwory, video collage

Izabela Liżewska, W każdej wanience żyją potwory, video collage

Izabela Liżewska, W każdej wanience żyją potwory, video collage





czwartek, 17 marca 2016


dr hab. Katarzyna Kujawska-Murphy (tekst)
Wydział Malarstwa

Filip Wierzbicki-Nowak (praca)
Interdyscyplinarne Studia Doktoranckie
5.01.2013 
5.05.2013
instalacja wideo

Twórczość artystyczna Filipa Wierzbickiego-Nowaka, jest zakorzeniona w tym co go otacza -
jego pracownia, dom rodzinny, najbliższa ulica są dla niego źródłem ciągłej inspiracji. Artysta, posługując się różnymi mediami (w tym przypadku video), zaznacza swoją obecność w przestrzeni, określając swoje terytorium. Ta nowo zdefiniowana przestrzeń, uchwycona 
w formie kadru filmowego, jest przekroczeniem ramy tzw. malarstwa klasycznego. Filip Wierzbicki-Nowak, zastanawia się, dlaczego pewne miejsca i sytuacje są przez nas pominięte, przeoczone. Zwraca uwagę odbiorcy na pozornie nudną i znaną rzeczywistość, która otacza go na co dzień twierdząc, że jest ona nieuchwytna i zawiera w sobie dużą siłę oddziaływania, jednak trzeba skupienia i uwagi, by ją dostrzec.

Dyptyk 5.01.2013 i 5.05.2013, jest rodzajem notatek, impresji z dwóch miejsc, które powstały w różnym przedziale czasowym. Filmy video, nazywane przez autora lustrami rzeczywistości, pozwoliły uchwycić aktualny zapis sytuacji w przyrodzie.

Filip Wierzbicki-Nowak, odnajduje w swoich zapisach video linearne odniesienia do form
organicznych, biomorficznych czy architektonicznych. Wartości plastyczne, takie jak geometria, rytm i światło, budują na nowo obraz, który wcześniej istniał w przyrodzie niedostrzeżony. Uchwycone obszary są miejscami kontemplacji, spokoju, ucieczki od natłoku informacji.

W pracach Filipa Wierzbickiego-Nowak, odnajdujemy odniesienia do myśli Elswortha Kelly, który mówił, że „ciągle patrzymy na setki różnych rzeczy (...) widzimy wiele różnego rodzaju kształtów. Dachy, ściany sufity są prostokątami, ale nie widzimy w nich wyjątkowości. 
A w rzeczywistości są one ekskluzywnymi formami, zmieniającymi się w naszym postrzeganiu podczas choćby najmniejszego naszego ruchu. W moich pracach pragnę uchwycić tę tajemnicę. W moich obrazach nie jestem odkrywcą, moje idee pochodzą 
z nieustającego badania jak rzeczy wyglądają.”

Pytania o kontrolę nad obrazem i rzeczywistością oraz o jej postrzeganie nieustannie powracają, zarówno w poprzednich pracach, jak i obecnym dyptyku artysty.

Filip Wierzbicki-Nowak, 5.01.2013 i 5.05.2013, instalacja wideo

Filip Wierzbicki-Nowak, 5.01.2013instalacja wideo

Filip Wierzbicki-Nowak,  5.05.2013, instalacja wideo

Filip Wierzbicki-Nowak,  instalacja wideo



środa, 16 marca 2016


Paulina Krupa (tekst)
Wydział Konserwacji i Restauracji Dzieł Sztuki

Barbara Kosakowska (praca)
Wydział Grafiki
MIMOCHODEM
fotografia
nr 01,02,03: 30 x 45 cm
nr 04,05,06: 15 x 22,5 cm


MIMOCHODEM (KSIĘŻYC – GWIAZDA – MASZYNA)
MIMOCHODEM: czyli PRZY OKAZJI – stanowi tytuł cyklu sześciu fotografii przedstawiających codzienną rzeczywistość, a wykonanych podczas przemierzania przez Autorkę Barbarę Kosakowską, miejsc - zakątków, z pozoru prozaicznych… 
Właśnie z pozoru, ponieważ Autorka przystaje nad otaczającą nas codziennością, udowadniając, iż w wybranych przez nią przedstawieniach kryją się kosmiczne prawdy. Barbara z dużą dozą wrażliwości selekcjonuje przestrzeń i bada naturę – wraz z jej ciągłym towarzyszem – człowiekiem: w postaci tego co odkrył i poznaje z każdym dniem na nowo…
„ Zgrabnie” – mimochodem, ale jednocześnie w sposób przemyślany, przekazuje nam wdzięczny kompozycyjnie taniec przestrzeni. Nie stroni od przedstawienia gry światła 
i cienia. Dopinguje, aby pośród zgiełku wielkomiejskiego echa – odnaleźć odgłosy nieodgadnionej, bezgranicznej przyrody, której głównymi, a przynajmniej idącymi na prowadzenie Przedstawicielami (jak możemy zauważyć na jednej z fotografii) są Księżyc 
i Gwiazda. Czy faktycznie najchętniej usunęłyby ociężałe, blaszane, hałaśliwe formy, kształty dumnych pojazdów patrzące nań z uśmiechem beztrwożnych maszyn? – czyhających na Księżyc i Gwiazdę ? Już w samej kolorystyce tego przedstawienia możemy zauważyć konflikt … zieleń z czerwienią, niektórzy lubią, niektórzy karzą, w tym przypadku jednak konflikt istnieje i ma się nieźle, bo czymże byłby świat bez kontrastów… nawet tych najdrobniejszych… Przemyślmy jednak sprawę i postarajmy się, aby konflikt na linii: Księżyc – Gwiazda –Maszyna – choć trochę złagodzić… Nie zapominajmy o pozostałych fotografiach.

 Widząc spojrzenia rozświetlonych okien wchłoniętych przez mrok wieczoru, można stwierdzić, iż Autorka również tutaj dopatruje się czegoś niezwykłego i być może przystanęła mimochodem, rozmyślając o rozlicznych sytuacjach, które kryją się w świetlnych „spojrzeniach”. Próbują również do nas przemówić góry, lecz szybszy i głośniejszy w tym przypadku pozostaje „dźwięk” barierki. Cennym atutem fotografii Barbary Kosakowskiej jest przekazanie odbiorcy szlachetnie nasyconych barw oraz przemyślana kompozycja – taka, aby poszczególne elementy dopełniały się wzajemnie, nie tocząc batalii. 
Autorka dba o klarowną kompozycję, darując nam potrzebną przestrzeń wielopłaszczyznowej (filozoficzno – geometryczno – floralnej) kontemplacji.

Barbara Kosakowska, MIMOCHODEM, fotografia,  30 x 45 cm

Barbara Kosakowska, MIMOCHODEM, fotografia,  30 x 45 cm

Barbara Kosakowska, MIMOCHODEM, fotografia,  30 x 45 cm

Barbara Kosakowska, MIMOCHODEM, fotografia, 15 x 22,5 cm

Barbara Kosakowska, MIMOCHODEM, fotografia, 15 x 22,5 cm

Barbara Kosakowska, MIMOCHODEM, fotografia, 15 x 22,5 cm






wtorek, 15 marca 2016


prof. Piotr C. Kowalski (tekst)

Wydział Edukacji Artystycznej


Paulina Folta (praca)

Wydział Malarstwa
nim się wypali
tekst, obraz 40x15 cm, film


Praca Pauliny Folty powstała w X Pracowni Malarstwa na Wydziale Edukacji Artystycznej w semestrze zimowym roku akademickim 2015/2016. Składa się z dwóch nierozłącznych części: filmu pt. Nim się wypali czas trwania 10’ 46’’ oraz obrazu.

Bohaterem filmu jest biała paląca się świeca.
Punktem wyjścia do wykonania tej pracy było motto, które autorka odkryła w dzieciństwie i którego przesłanie do tej pory wciąż jest dla niej bardzo żywe i istotne : „Moja świeca z dwóch końców płonie. Nie przetrwa nocy – za krótki knot, lecz przyjaciołom i wrogom moim, nim się wypali, 
da światła moc”.

Zapis filmowy, którego dokonała Paulina Folta jest oczywistym 
i bezpośrednim zilustrowaniem tekstu. Jednak treść motta, jak i bogata symbolika świecy, wskazują na jej głębszy wymiar.
Świeca na przestrzeni wieków często znajdowała się w martwych naturach typu VANITAS. np. świeca zgaszona symbolizuje koniec ludzkiego życia, 
a w tym przypadku zbliżające się zewnętrzne płomienie podkreślają nieuchronność końca a kapiący przy okazji wosk zostawia po sobie ślad, jednocześnie odmierzając czas. Momentem szczególnym jest chwila, 
tuż przed zgaśnięciem, gdy płomienie łącząc się tworzą zdaniem autorki trójkąt, a moim zdaniem jeszcze coś więcej, czyli ręce złożone niczym 
do modlitwy.

Na podkreślenie zasługuje fakt, że charakterystyczną cechą tej pracy jest jednocześnie : zapach, ciepło, światło oraz dźwięk.

Paulina Folta, nim się wypali, obraz 40 x 15 cm

Paulina Folta, nim się wypali, film

Paulina Folta, nim się wypali, film

Paulina Folta, nim się wypali, film

Paulina Folta, nim się wypali, film

poniedziałek, 14 marca 2016


Martyna Jastrzębska (tekst)
Międzywydziałowe Studia Doktoranckie


Piotr Tadeusz Mosur (praca)
Wydział Malarstwa
Pomme de Terre (praca)
Wydział Rzeźby i Intermediów
Struktury nie wychodzą na ulicę
wydruk cyfrowy
dokumentacja fotograficzna 150 x 100cm


            Jest w Gdańsku Mała Zbrojownia, a w niej, służąca trans-dyscyplinarnym zmaganiom studentów ASP, pracownia 4B. Obiekt tak rzadko używany jak drzwi w ścianie działowej 4B zakrawa na niemal magiczny. Każde ich wykorzystanie zyskuje wręcz performatywny charakter, drzwi stają się niemal bramą wiodącą ku doświadczeniu
Nie dziwi więc zainteresowanie studenckiego duetu tym właśnie elementem architektury Wydziału Rzeźby  i Intermediów. Ileż razy Piotr Tadeusz Mosur i Pomme de Terre, zmierzając na zajęcia do 4B, mijali Bramę Wyżynną z najokazalszym w Gdańsku zestawem orłów i herbów, otwierającą Szlak Królewski? Wystarczająco wiele, by wiedzieć, że budowanie symbolicznego wymiaru pracy nie należy do zadań prostych. 
W umownej attyce umieszczają hasło paryskiego maja 1968 roku – Struktury nie wychodzą na ulicę. Złota szarfa udająca „bogatą” 
i rozłożenie na niej radykalnie prostego liternictwa głęboko czerpie 
z estetyki obrazów typu: „Jezu, ufam Tobie”. Same drzwi natomiast zostały podzielone według obowiązującej od 1993 roku tzw. szachownicy lotniczej – oznaki polskiego lotnictwa wojskowego. W pola tradycyjnie białe została jednak wpisana tęcza. Tęcza to nie jest w Polsce temat łatwy. Trzeba umieć dobrze liczyć: siedem barw – dobra tęcza, ta „prawdziwa”, katolicka. Mniej niż siedem barw – zaczynają się kłopoty.
LGBT na przełomie 1978 i 1979 roku odejmują róż z ośmiobarwnej flagi Bakera (nie dlatego, że symbolizujący seksualność kolor przestaje mieć znaczenie, po prostu różowa tkanina jest bardzo trudno dostępna), by następnie błękit i granat zastąpić eleganckim „royal blue”. Ostatecznie sześć barw – w Polsce wiemy, że taka „tęcza” to nie „nasza tęcza”, 
to haniebna podróba, nacechowana lewacką ideologią. Wójcik źle policzyła, więc była kara. Memling też źle policzył – nie wiem, jak to przyjmą Prawdziwi Polacy, ale na Sądzie Ostatecznym Chrystus niestety nie siedzi na siedmiu barwach… W każdym razie Mosur i Pomme de Terre policzyli po chrześcijańsku – łącząc w szachownicy lotniczej flagę polską 
z siedmiobarwną tęczą tworzą prawdziwą, polską tęczę! Bóg zawiera tym samym osobiste przymierze nie tylko z Polską, ale i z polskim lotnictwem, co katastrofę smoleńską stawia w świetle zupełnie nowej martyrologii. Taka „brama” dla polskiej Polski nadaje wręcz karykaturalny charakter tłumikowi protestujących pod czarnymi flagami – anarchistom bez przynależności państwowej. Tym, którzy zaufali buntowi, protestującym, najgorszemu sortowi. Mają swoje historyczne hasło, umowny sztandar niezadowolonych, ale przecież nikt nie traktuje ich poważnie…

            Piotr Tadeusz Mosur i Pomme de Terre stworzyli pracę dojrzałą, 
w przewrotny sposób komentując obecną sytuację polityczną Polski. Tym samym unicestwili definitywnie drzwi  w ścianie działowej w 4B – mamy tam teraz młodą, gdańską sztukę krytyczną.  

Piotr Tadeusz Mosur, Pomme de Terre, Struktury nie wychodzą na ulicę, wydruk cyfrowy
dokumentacja fotograficzna 150 x 100cm

Piotr Tadeusz Mosur, Pomme de Terre, Struktury nie wychodzą na ulicę, wydruk cyfrowy
dokumentacja fotograficzna 150 x 100cm

Piotr Tadeusz Mosur, Pomme de Terre, Struktury nie wychodzą na ulicę, wydruk cyfrowy
dokumentacja fotograficzna 150 x 100cm

Piotr Tadeusz Mosur, Pomme de Terre, Struktury nie wychodzą na ulicę, wydruk cyfrowy
dokumentacja fotograficzna 150 x 100cm

niedziela, 13 marca 2016


Izabela Hyża (tekst)
Wydział Grafiki i Komunikacji Wizualnej

Paulina Szpaczyńska (prace)
Wydział Grafiki i Komunikacji Wizualnej
Transgresje
cykl, druk cyfrowy na planszach
10 prac (pojedyncza praca 30 x 30 cm)



Cykl grafik pod tytułem Transgresje był inspirowany namalowanymi wcześniej przez autorkę akrylami na płótnie. Obserwowała ona ekspresję ruchów różnych osób. W tych pracach ludzkie sylwetki zostały wpisane w dziesięć czworoboków. Początkowo może nasunąć się skojarzenie z dziesięcioma przykazaniami, albo dziesięcioma złymi uczynkami 
w buddyzmie. Liczba dziesięć symbolizuje również zupełność, kompletność.
W cyklu Szpaczyńskiej można zauważyć inżynieryjną staranność kompozycji figur, które zostały maksymalnie uproszczone. Ciała przedstawiono w trakcie wysiłku fizycznego lub umysłowego, bez szczególnego koncentrowania się na urodzie czy też na rozpraszających detalach. Zbędne drobiazgi zostały celowo odrzucone, a każdą figurę wpisano w kwadrat. Symetria nie jest tu przypadkowa. Przestrzeń wewnątrz prac także potraktowano umownie, 
a nawet schematycznie. Elementy płaszczyzn zbudowano za pomocą geometrycznych struktur. Kolor został zredukowany do dwóch barw: „krzyczącej” czerwieni oraz neutralnego beżu (nie licząc czarnych konturów postaci). W tym kontekście kształt, w który wpisano układy, staje się jeszcze bardziej sugestywny. Plansze przywodzą na myśl znaki albo sygnały ostrzegawcze.Sądzę, że kluczową rolę odgrywa nazwa serii – Transgresje. Zastanawiałam się, czy chodzi o pokonywanie granic fizyczne czy może raczej psychiczne? Czy prace mówią o ich bezpośrednim przekraczaniu albo o przejściu z jednego stanu w drugi, z jednej emocji w inną, a może po prostu z miejsca „A” do miejsca „B”? Czy jest to nawiązanie do odwiecznej wędrówki ludzi lub obecnego, geopolitycznego problemu migracji, czy do psychotransgresjonizmu, w którym istotne są intencjonalne działania człowieka, jego celowość, motywacje, kultura, religia? Może są to znaki sygnalizujące złożone kwestie, 
takie jak godność, prawo wyboru, autonomia jednostki?


Paulina Szpaczyńska, Transgresje, cykl, druk cyfrowy na planszach,  30x30 cm

Paulina Szpaczyńska, Transgresje, cykl, druk cyfrowy na planszach,  30x30 cm
Paulina Szpaczyńska, Transgresje, cykl, druk cyfrowy na planszach,  30x30 cm

Paulina Szpaczyńska, Transgresje, cykl, druk cyfrowy na planszach,  30x30 cm

Paulina Szpaczyńska, Transgresje, cykl, druk cyfrowy na planszach,  30x30 cm

Paulina Szpaczyńska, Transgresje, cykl, druk cyfrowy na planszach
10 prac (pojedyncza praca 30 x 30 cm)