niedziela, 3 kwietnia 2016


Weronika Szymańska (tekst)
Międzywydziałowy Instytut Nauk o Sztuce
Animacja Kultury


Laura Adel (praca)
Wydział Grafiki
OFF
wideo

muzyka Michał Radkiewicz



Off - niekomercyjna działalność artystyczna, źródło: Słownik Języka Polskiego.
Powyższa definicja wprowadza w zagadnienie offu, lecz nie wyjaśnia wątpliwości wiążących się ze współczesną działalnością artystyczną. Czy większość wystawianych obecnie wytworów sztuki ma jedynie zapewnić zysk autorom, a jeżeli przynosi dochód, czy wtedy - jako komercyjna – sztuka owa nie może aspirować do rangi arcydzieła? 
Niszowość jak i undergroundowa maniera stały się popularne oraz pożądane, przez co, 
jak się wydaje, tracą na oryginalnym wyrazie. Owe niepokoje zostały idealnie zobrazowane w dwuminutowym wideo Laury Adel odnosząc się do tego zagadnienia tak w formie, 
jak i w treści.
Nieskazitelna biel ekranu jest wrażliwa na bodźce i przygotowana do działań malarskich, które, w agresywnym montażu, tworzą pozornie beznarracyjny ciąg wydarzeń. Jednakże wrażenie chaosu działa na poziomie emocjonalnym: stopniowanie frustracji i zagubienia jednocześnie wyżera i rozpuszcza percepcję widza. Powierzchnię kadru wypełniają plamy tuszu, które nakładają się, nawarstwiają, zapętlają, również momentami wycofują, aż do osiągnięcia neutralnej bieli. Uzupełnia je, skomponowana na potrzeby wideo, muzyka, będąca swoistym negatywem dźwięku. Dysonans melodyczny wraz z wibrującym charakterem obrazu dopełniają się.
Rozedrgane kadry wideo konsekwentnie wizualizują zagadnienie wyobcowania. 
Autorka, lepiej niż ktokolwiek inny, zobrazowała również dylemat płaszczyzny kadru i jego rozkładu.
Dekonstrukcje rzeczywistości oddaje przeżarty filtrem kwasu obraz filmu. Odbiorca zagłębia się w dysocjację kształtów, które płynnie rozpraszają się na ekranie, lecz wydrapany tytułowy OFF/off wzmaga i poczucie dyskomfortu u widza. Prezentowany film ma charakter ambiwalentny. Ukazuje symetrię roztworu wody z tuszem po chwili dekomponując ją przygniatającym offem okolonym licznymi krakelurami w neurotycznym montażu. Migotliwość, mimo swej agresji, nadaje narracji rytm i oddech. Zwraca na siebie uwagę, pobudza, lecz nie przytłacza jak dłuższe ujęcia owego symetrycznego roztworu. Prowizoryczna nienarracyjność ujęta została w kompozycję klamrową dzięki rozjaśnieniu ekranu. Biel wprowadza widza w tej impresji, równocześnie, niczym powidok owej audiowizualnej interpretacji zagadnienia off, wypełnia kadr w końcowych sekundach.
Intrygująca jest całość jak i poszczególne elementy wideo, które odseparowane
i autonomiczne również nabierają wyrazu i siły przekazu. Obojętnie, czy wydzielone
z kontekstu zostaną zdjęcia, ujęcia, słowa czy muzyka są one wyraziste, a zestawione razem tworzą wideo silnie osadzone w kulturze alternatywnej. Film pozostawia widza zafrapowanego zmuszając go do redefinicji samego pojęcia offu.

Laura Adel, OFF, wideo, muzyka Michał Radkiewicz

Laura Adel, OFF, wideo, muzyka Michał Radkiewicz

Laura Adel, OFF, wideo, muzyka Michał Radkiewicz

Laura Adel, OFF, wideo, muzyka Michał Radkiewicz

Laura Adel, OFF, wideo, muzyka Michał Radkiewicz

Laura Adel, OFF, wideo, muzyka Michał Radkiewicz



sobota, 2 kwietnia 2016


Sylwia Solak (tekst)
Wydział Malarstwa

Angelika Głowacka (praca)
Wydział Malarstwa

on i ona, praca z cyklu portrety niepamięci II
kolaż, papier, szkło, sklejka, akryl
dwa obiekty: 12,5 x 12,5 x 10cm


No i tak świetnie całował! Na promenadzie… Moment, moment, to chyba jednak w parku było. Na kawie? Nie skądże, wino piliśmy. Jakie? To akurat proste, zazwyczaj domowe.
I kurtkę miał z takiej pięknej rudej skóry. Pamiętam pewnie dlatego, że akurat szukałam kozaków w takim odcieniu. Rozmawialiśmy wiele razy, zazwyczaj kilka godzin, wciągały 
nas dyskusje. Zaraz, zaraz tylko jak on miał na imię?
“On” i “ona” kuszą formą. Gładka tafla naszych wspomnień czasem odbije światło. 
Błysk flesza. Jedną myśl powiększy, drugą pominie. Prace Bronki uświadamiają mi, 
jak niewiele pamiętam o osobach, które kiedyś były całym moim światem. 
Regularność, estetyczność formy i zamknięcie w sześcianie podkreślają spokój pracy. 
Ciszę wspomnień. Kiedy oddalamy się od obiektów, obrazy ulegają zamgleniu i wpadają 
w abstrakcje. Pozostają kształty, linie, przebłysk uśmiechu babci. Z boku szkło przywodzi na myśl soczewkę. Mikroskop, lornetka, oko. (Nie)przypadkowo wykrojone fragmenty zdjęć. Powiększenie. Przy szkle odległość nie ma znaczenia, myśli biegną światłowodami bez znaczącego osłabienia. Odległość wspomnień od obiektu nie ma znaczenia dla klarowności myśli. Zabawne jest, że prace, które mają charakter bardzo prywatny, w rzeczywistości powstają ze znalezionych na targach staroci zdjęć. Wyrzuconych, zapomnianych, celowo zepchniętych w niepamięć. Obcy ludzie wydają się bardzo bliscy. O proszę, to na pewno jest nos Pawła z podstawówki, który powiedział, że królik zapamiętuje niebezpieczeństwo tylko jednym okiem, to z drugiej strony można go wystraszyć.
Zaraz, o czym to była mowa?

Angelika Głowacka, on i ona, praca z cyklu portrety niepamięci II, 
kolaż, papier, szkło, sklejka, akryl, dwa obiekty: 12,5 x 12,5 x 10cm

Angelika Głowacka, on i ona, praca z cyklu portrety niepamięci II, 
kolaż, papier, szkło, sklejka, akryl, dwa obiekty: 12,5 x 12,5 x 10cm

Angelika Głowacka, on i ona, praca z cyklu portrety niepamięci II, 
kolaż, papier, szkło, sklejka, akryl, dwa obiekty: 12,5 x 12,5 x 10cm


piątek, 1 kwietnia 2016


Alicja Sawoniuk (tekst)
Wydział Konserwacji i Restauracji Dzieł Sztuki
ASP Kraków

Magdalena Sadłowska (praca)
Wydział Malarstwa
Stocznia I, Stocznia II, Stocznia III
olej na płótnie

120x120 cm, 120x120 cm, 110x70 cm


To nie jest malarstwo umysłu.

Prezentowany cykl prac Magdaleny stawia odbiorcę przed sytuacją co najmniej niejasną, wewnętrznie niedookreśloną. Poziom abstrakcyjności obrazów (a może tylko ich wyobrażeń?) jest na tyle silnie pobudzający, 
aby samemu oddać się działaniu kreacji. Czy to już widz jest autorem czy to może refleks przekazu prac Magdaleny?
Błękit. Barwa przestrzeni i bezkresu, nieba i oceanu. Jego głęboki ton pochłania, dynamizuje, pozwala się w nim zatopić. Natęża wewnętrzne głosy i tęsknoty, wzbudza potrzebę tworzenia. Świetliste partie stanowią kontrę do wcześniejszych; są ukojeniem, ciszą, czystością. Zezwoleniem na obojętność, możliwością ucieczki. Ogromne połacie koloru wręcz nie pozwalają odejść i pozostać  niewzruszonym.
Pejzaż Stoczni Gdańskiej, jedyny rozpoznawalny element w obrazach, zanika. Podobnie jak widz, zatraca się w nieskończoności koloru. 
Pełni rolę wyłącznie formalną – przypomina
o rzeczywistości. Celem autorki nie było zwyczajne odwzorowanie industrialnej konstrukcji, lecz dostosowanie jej do prowokowanego duchowego poruszenia. To nie forma jest tu głównym bohaterem, 
to pobudzenie emocjonalne u widza jest dla autorki istotą malarstwa; forma jedynie służy treści.
Moje upodobanie prac Magdaleny spowodowane jest umiejętnością subtelnego zobrazowania wielorakich stanów istnienia człowieka. Niebanalność i wieloznaczność ukazanych stanów pozwala każdej 
z interpretujących osób na odmienną reakcję. W przypadku malarstwa Magdaleny nie ma mowy o błędzie w interpretacji, poprzez otwartość cyklu autorka kreuje atmosferę jego uniwersalności. Tym samym pozwala 
i nieco przymusza do zajęcia wykreowanego przez nią stanowiska; wymaga od odbiorców zaangażowania podczas kontaktu z płótnami, jakby każdego z nich czyniąc ich twórcą. Jedynie od nas zależy na ile pozwolimy się wciągnąć w tę relację, a przecież nie mamy nic do stracenia.
Malarstwo Magdaleny to zdecydowanie nie jest malarstwo umysłu, 
to nie jest malarstwo trzeźwej, obiektywnej analizy formalnej. 
Żeby nie zabrzmiało to trywialnie, nie jest to też malarstwo duszy. Pochodzi ono z lękliwie przez nas omijanej przedkulturowej, jeszcze nienormatywnej rzeczywistości. Są to dzieła interpretacji. 
W takim razie kto jest tu autorem: my czy Magdalena?

Magdalena Sadłowska, Stocznia I, olej na płótnie, 120x120 cm

Magdalena Sadłowska, Stocznia II, olej na płótnie, 120x120 cm

Magdalena Sadłowska, Stocznia III, olej na płótnie, 110x70 cm

czwartek, 31 marca 2016


Aleksander Radziszewski (tekst)
Wydział Architektury i Wzornictwa

Małgorzata Kaczmarek (praca)
Wydział Edukacji Artystycznej
Oddech
obiekt, wideo, fotografia


Oddech Małgorzaty Kaczmarek to praca nieszablonowa, wymykająca się współczesnym standardom oceny działań artystycznych i sztuki jako takiej, jest fuzją nie tyle elementów
i rozwiązań ściśle z nią związanych, do których towarzystwa już się przyzwyczailiśmy, 
ale dziedzin odległych, na pozór trudnych do okiełzania w ogólnym rozumieniu działań artystycznych właśnie. W tym przypadku udało się połączyć je w jedną całość, 
nadając im wymiar dzieła sztuki i pozwalając pod takim kątem je oceniać i w takim charakterze wchodzić z nim w dialog.

Praca jest efektem rozważań i fascynacji artystki nad tym, co niewidoczne, nad pasożytami, bakteriami, pleśnią i przede wszystkim nad elementami składowymi oddechu, czyli intymnej części nas samych, zebranego - co jest szalenie istotne – w przestrzeni galerii sztuki na laboratoryjnych szalkach Petriego i w takiej formie też przedstawionych. Konsekwencją jej działań, ale też i samoistnych procesów, jest praca, którą trudno sklasyfikować, bowiem może ona bez zgrzytu z początkowym założeniem funkcjonować wielowymiarowo, praca, która utrwalona może zostać w konkretnym momencie, bowiem procesy, które ją tworzą trwają nieprzerwanie.

Oddech jest połączeniem mnogości kontrastów, wizualizacją tego, co niewidoczne, składa się z pleśni, bakterii, elementów negatywnych, niepożądanych, ale przy tym pięknych 
i intrygujących, między którymi dochodzi do silnej interakcji – niszczenia się wzajemnie, 
ale i współgrania. Jest syntezą obumierania i powstawania życia, intymną, skrajnie niepowtarzalną częścią nas samych, która miesza się z innymi indywidualnymi oddechami, tworząc spójną całość, tak jak wszystkie te na pozór niemożliwe do połączenia kontrasty spłodziły jednolitą w odbiorze wizualizację tego, czego nie możemy zobaczyć, umożliwiając tym samym jej obserwację, wejście w dialog, a wreszcie i interpretację. 

A możliwości interpretacji tej pracy są równie szerokie, co elementy na nią się składające, od percepcji samych walorów estetycznych, ukrytych w pełnych dynamizmu i koloru formach naturalnych, po dostrzeganie w niej aspektu społecznego. To, co najsilniej, w moim odczuciu rzecz jasna, pobudza wyobraźnię i stanowi tym samym o wyjątkowości tej pracy, 
to miejsce jej powstania, które tak silnie odznacza swoje piętno i którego dusza w tym projekcie została ukryta. Oddech narodził się w galerii sztuki, a pasożyty, z których się składa, to kumulacja oddechów artystów, znawców sztuki, konsumentów sztuki - pasożytów sztuki.

Małgorzata Kaczmarek, Oddech, obiekt, wideo, fotografia

Małgorzata Kaczmarek, Oddech, obiekt, wideo, fotografia

Małgorzata Kaczmarek, Oddech, obiekt, wideo, fotografia

Małgorzata Kaczmarek, Oddech, obiekt, wideo, fotografia


środa, 30 marca 2016


Paulina Piórkowska (tekst)
Wydział Edukacji Artystycznej

Adrian Szwarc (praca)
Wydział Komunikacji Multimedialnej
Dzieło o nad wyraz dużej potencjalności,
czyli co prowadzi nas do tworzenia takich, 
a nie innych skojarzeń.
projekt multimedialny


Praca Adriana Szwarca składa się z renderu, tekstu oraz sytuacji site specific
Ta „trójdzielna zależność pomiędzy elementami składowymi dzieła” oddziałuje jako całość. Realizacja miała miejsce w Domu Handlowym Alfa podczas „Poznańskiego Muzeum Melancholii” Kolektywu 1a.

Przed rozpoczęciem wydarzenia, pocztą pantoflową zaczęto przekazywać sobie informacje 
o nowej galerii w Poznaniu mieszczącej się na parterze Alfy. Opuszczony lokal kojarzył się 
z miejscem związanym ze sztuką: klasyczny white cube i wystające kable wyglądające na instalację artystyczną. Tym samym Szwarc analizuje mechanizmy, które środowisku sztuki mogą wydawać się oczywiste. Ukazuje to zarówno potencjalność miejsc, jak i zwykłych, nieużytecznych przedmiotów.

Sam autor pisze: „Praca, która składa się w znacznej mierze z tekstu, nie jest możliwa
do streszczenia w sposób sensowny, gdyż rozumienie zakłada pewien język, znajomość pojęć,
w ramach których układa się nam obraz całości. Język ten jest pełen metafor, których 
nie należy oceniać w kategorii prawdy czy fałszu, lecz w kategorii użyteczności”.

Kluczowym elementem projektu Szwarca jest wizualizacja - „proteza rzeczywistości”, która zbliża się do „nowej galerii sztuki”. Realizacja pokazuje problemy związane z pojmowaniem oraz instytucjonalnym funkcjonowaniem sztuki. Galeria została dostrzeżona przez wszystkich tych, którzy odczuwają zarówno brak interesujących poznańskich galerii, jak i brak dyskusji na temat instytucjonalnego kontekstu sztuki.

Adrian Szwarc, Dzieło o nad wyraz dużej potencjalności,
czyli co prowadzi nas do tworzenia takich, a nie innych skojarzeń.
projekt multimedialny


Adrian Szwarc, Dzieło o nad wyraz dużej potencjalności,
czyli co prowadzi nas do tworzenia takich, a nie innych skojarzeń.
projekt multimedialny

Adrian Szwarc, Dzieło o nad wyraz dużej potencjalności,
czyli co prowadzi nas do tworzenia takich, a nie innych skojarzeń.
projekt multimedialny


wtorek, 29 marca 2016


Adam Piętak (tekst)
Wydział Rzeźby i Intermediów

Dominika Piętak (praca) 
Surreakty
fotografia
3 plansze 120 x 33cm



Projekt został zrealizowany na strychu domu 85 letniego dziadka autorki. Pomieszczenie
to zdaje się być dla Dominiki Piętak przestrzenią surrealistyczną, w zagłębieniach której znajdują się zestawienia niepasujących do siebie elementów wywołujących zaskoczenie, rodzących w umyśle sprzeczności, pobudzających wyobraźnię. Autorka widzi w dziadku autentycznego surrealistę, stosującego czysty automatyzm psychiczny, szczerze wypełniającego założenia manifestu surrealizmu z 1924 roku. Zderzenia przedmiotów zdają się mieć miejsce dzięki aktom wolnym od wszelkiej kontroli umysłu, schematów logicznego myślenia, poza wszelkimi względami estetycznymi czy moralnymi. Kompozycje powstają spontanicznie, przypadkowo, mechanicznie, a zatem przy odwołaniu się do podświadomości, obalając myślenie zdroworozsądkowe. W sposób niezamierzony dziadek przyjmuje rolę artysty, a konfrontacja nieprzystających do siebie obiektów przypomina akt surrealistycznej inwencji twórczej.
Poprzez cykl fotografii autorka pragnie pokazać subtelność, delikatność, niedostrzegalność ruchu prowadzącego do tworzenia przestrzeni surrealistycznych. Zdjęcia ukazują banalność procesu tworzenia nadrealnego charakteru miejsca. Dominika Piętak ukazuje sytuacje,
z pozoru nieistotne, na które nie zwraca się na co dzień uwagi. Pokazuje to, co zwykle niedostrzegalne.

Dominika PiętakSurreakty, fotografia, 120 x 33cm

Dominika PiętakSurreakty, fotografia, 120 x 33cm

Dominika PiętakSurreakty, fotografia, 120 x 33cm



sobota, 26 marca 2016


Dominika Piętak (tekst)
Wydział Rzeźby i Intermediów

Agnieszka Piasecka (praca)
Wdział Rzeźby i Intermediów
Serendipity
5 fotografii srebrowych w wymiarach 21 x 30 cm
2 wydruki cyfrowe 100 x 70cm


W języku angielskim słowo ‘serendipity’ oznacza szczęśliwy zbieg okoliczności lub wydarzenie, na które nie mamy wpływu, charakteryzujące się jednak pozytywnym skutkiem. Termin ten został utworzony w 1754 roku przez angielskiego historyka Horace’a Walpole’a. W liście do swojego przyjaciela opisał on perską baśń traktującą o przygodach trzech książąt władających tajemniczą krainą Serendip. Opowieść ta jest pełna niespodzianek i zrządzeń losu, do których odwołał się uczony.
Główną rolę w projekcie Agnieszki Piaseckiej odegrały właśnie szczęśliwe zbiegi okoliczności, owocujące przypadkowo znalezionymi przedmiotami. Poszukiwanie tych obiektów i manipulacja nimi ma na celu ukazanie sposobu w jaki przeszłość i teraźniejszość oddziałują na krajobraz 
i przestrzeń wokół nas. Pozostawione przez człowieka rzeczy zmieniają 
i definiują otoczenie, choć często nie poświęcamy im wiele uwagi. 
Z biegiem czasu znikają lub tworzą nowe formy łącząc się z naturą.
Efektem pracy jest seria abstrakcyjnych fotografii wykonanych bez użycia aparatu (połączenie luminogramu i fotogramu). Znalezione przedmioty zostały umieszczone pomiędzy źródłem światła, a światłoczułą powierzchnią papieru fotograficznego, na którym pozostawiły ślad, podobnie jak w miejscach, w których zostały znalezione. (…)

Agnieszka Piasecka, Serendipity, 2 wydruki cyfrowe 100 x 70cm

Agnieszka Piasecka, Serendipity, 5 fotografii srebrowych w wymiarach 21 x 30 cm


Agnieszka Piasecka, Serendipity, 5 fotografii srebrowych w wymiarach 21 x 30 cm